W ostatnich dniach zrozumiałem jak bardzo jestem uzależniony od internetu. I nie chodzi mi o nałóg w dosłownym tego słowa znaczeniu. Chodzi o to, jak bardzo moje życie polega na internecie. A zrozumiałem to dopiero wtedy gdy mocno poczułem jego brak. Oczywiście przymusowy.
Nieprzymusowe oderwanie się od internetu jest jak najbardziej OK. Potwierdzam w ten sposób swoją silną wolę. I utwierdzam się w przekonaniu, że w każdej chwili mogę przestać – „zobaczcie jaki jestem gość, w każdej chwili mogę sobie zrobić dzień przerwy, wcale nie jestem uzależniony”. I to jest właśnie błąd. Błąd punktu widzenia. Uzależniony może i nie jestem ale zależny to już jak najbardziej.
Zresztą nic nowego nie odkrywam bo w ten sam sposób jestem zależny chociażby od prądu czy bieżącej wody. Jest jednak coś takiego że brak internetu odczuwam najbardziej boleśnie.
Awaria przyszła niespodziewanie (jak każda awaria :). Przerwy były na początku bardzo szarpane i dawały nadzieję, ze problemy są tylko przejściowe. Łudziłem się, że pewnie naprawiają i zaraz będzie wszystko OK. Łudziłem się tak przez 3 dni. Później odcięli mnie całkowicie.
Przeżyłem całą gamę różnych stanów emocjonalnych. Najpierw była wściekłość, później rozpacz, bezsilność i zobojętnienie. Najbardziej bolesne było jednak zagubienie. Co teraz zrobić ? Maili nie odbiorę, na Facebooka nie zajrzę, nie pogrzebię w internecie. Firma nie może funkcjonować. Cała działalność opiera się na internecie. Nawet telefony nie działają bo są na VIOP. Co za gówno !
W rozpaczy, drugiego dnia awarii, kupiłem modem do mobilnego internetu z kartą Orange. Działa tak se. Ale mimo wszystko jakbym kroplówkę z glukozą dostał. Odżyłem.
Szkoda tylko, że kilku klientów się odbiło, kilka spraw nie załatwiłem i przepadły i pewnie kilka dni bliżej mi do starości, taki stres mnie zżerał.
Teraz jestem już zabezpieczony. Dodatkowo wszędzie będę podał numer komórki, bazę klientów trzeba będzie mieć też lokalnie a nie tylko zdalnie na serwerach. Modem mobilny leży w szufladzie i w razie czego może być natychmiast doładowany na kilka gigabajtów transferu.
Co tam trzęsienie ziemi w Japonii, co tam rewolucje islamskie, to co ja przeżyłem to był prawdziwy kataklizm ! :) Mogę głodować, może być mi zimno ale muszę być online !




